Monday, 12 November 2012

Gdzie mama ma rozum?


Z serii jak to człowiekowi komórki szare na macierzyńskim zanikają...

Piątek godzina 11 rano, dziecko po drzemce, lodówka pusta, myślę sobie, że szybko wpakuję Zośkę do wózka i przelecę się do sklepu, żeby mieć z czego obiad wyczarować. Spieszyłam się nieznośnie bo gdzies ok 11:30 Zosia zwykle swoje drugie śniadanie dostaje. Lece po ciuchy dziecka, miotam się między łazienką jednym obiem łypiąc w lusterko i próbując zarzucić makijaż, drugim sprawdzam co dziecko samo w pokoju kąbinuje. Ubieram siebie, ubieram dziecko, chwytam torebke, portfel, klucze, dziecko pod pache i biegne na dół do wózka, zatrzaskuję drzwi i wylatuję. Zadowolona szybko robię zakupy, wracam, staję przed domem wyciągam klucze i.... klops. Klucze nie te co powinny być. Musiałam przyczepić do tego samego bryloczka ale klucze pasujące wyłącznie do strychu, a nie te należące do frontowych drzwi.
Ale myślę sobie, źle nie jest, niedaleko nas jest agencja z której wynajmujemy nasz dom, to pobiegnę z wózkiem, wytłumacze swoją głupotę i dorwę zapasowy klucz zanim Zośka się zacznie drzeć. A dodam, że była juz pora karmienia, ale coś mnie jeszcze przed wyjściem tknęło i dałam jej mleko, decydując się podać obiad po powrocie.
W angencji pogrzebali, klucze znalezli, oddali mi w moje nieodpowiedzialne ręce i pognałam spowrotem do domu. Próbuję klucz po kluczu.... nie pasują! Żaden z nich na każdy możliwy sposób nie pasuje do naszego zamka, JAK TO MOŻLIWE??? Dzwonię - próbuję wytłumaczyć sytuację jednocześnie obrysowując im zarys nadchodzącej klęski żywiołowej w postaci głodnego drącego się dziecka (jeszcze się nie darła ale miałam przeczucie, że to kwestia paru minut). Przyjechał po chwili pan z agencji z kilkoma dodatkowymi pękami kluczy i tak na dobrych pare minut w mojej głowie trwających parenaście godzin wrośliśmy w chodnik przed drzwiami naszego domu kolejno wypróbowując wszystkie możliwe klucze i ich kąbinacje. I dalej nic.... gdzieś z tyłu głowy mignęło mi pytanie o to jak agencja wyobraża sobie dostać się do naszego domu gdyby zaszedł jakikolwiek niespodziewany wypadek, ale szybko porzuciłam wszelkie dodatkowe myśli koncentrując się na tym co teraz by tu zrobić. Jedyny klucz w takim wypadku posiada kochany małżonek, który nie dość, że w pracy to wyjątkowo jeszcze jak NIGDY zapomniał akurat w ten dzień oba swoje telefony komórkowe. Już wyciągnęłam telefon, żeby skontaktować się z nim bezpośrednio na jego telefon stacjonarny w biurze... ale własnie przypomniałam sobie, że przecież jest godzina lunchu, a on w porze lunchu GRA W PIŁKĘ!! Komórki przy sobie nie ma, ja nie mam numeru do żadnego z jego współpracowników, pani na recepcji w jego biurze nie bardzo kumata, jak na złość chcąca połączyć mnie z jego telefonem stacjonarnym i na nic moje tłumaczenie, że pewnie go przy biurku nie ma, ale może ktoś inny jest...
Pogoda pod psem, pada, wieje, ziiiimno a ja oczywiście tylko na szybko narzuciłam coś lekkiego pod kurtkę  bo PRZECIEŻ tylko na pare minut wyskoczyłam, dobrze ze Zośkę ciepło ubrałam. Patrzę już pełna najgorszych uczuć, a ta sobie w najlepsze właśnie drzemkę ucięła... Zero płaczu o żarcie, zero niezadowolenia, śpi w najlepsze! Ufff udało mi się zebrać myśli, zadzwoniłam do znajomej mieszkającej niedaleko i tak bez zbędnych tłumaczeń zapowiedziałam się w gości :) Zosia jakby przeczuła głupotę mamy po drzemce zachwowywała się świetnie, o głodzie zupełnie zapomniała, na wszelki wypadek znajoma miała formułę dla niemowlaków ale nie musiałam jej podawać. Gdzieś po dwóch godzinach telefon od męża. NARESZCIE! Musiał w końcu odsłuchać tysięczne wiadomości jakie mu w biurze zostawiłam. Uradowana właśnie zamierzam podać namiary na znajomą, żeby nas odebrał a tu dowiaduję się, że jego dzień był równie udany jak mój - SKRĘCIŁ NOGĘ GRAJĄC W PIŁKĘ.... mojego zachwytu opisywać nie będę a tego jak nam weekend minął możecie się domyślić...    haha i pamiętam jak dziś gdy budząc się w piątek rano powiedziałam sama do siebie "Eh, sama nuda, codziennie to samo, przydałaby się jakaś odmiana".
Amen

16 comments:

  1. no to ładnie,a ja powtarzam te same słowa,chyba juz nie bede abym nie miała takich wydarzen ;D
    zapraszam do siebie w wolnej chwili;p

    ReplyDelete
  2. Prawie jak angielski humor ;) echhh współczuję stresów :*

    ReplyDelete
  3. Ale historia :) dobrze, że wszystko poszło potem ok
    :)

    ReplyDelete
  4. Niezła masakra, a przecież nie był to piątek trzynastego...;)

    ReplyDelete
  5. Ale przynajmniej zapamiętacie ten dzień do końca życia;)

    ReplyDelete
  6. hehe no jak by to mój synek powiedział jestes gapcia zapomniałaś kluczy :) i co teraz zrobimy??
    no dobrze że córcia w ekstermalnym czasie była spokojna :)

    ReplyDelete
  7. o kurczę:( no czasem los płata figle a my mu w tym pomagamy;) szczęści życzę zatem!:)

    ReplyDelete
  8. a ponoć to w ciąży rozum się kurczy:):) My matki mamy za dużo na głowie.

    ReplyDelete
  9. Taaaak, zdecydowanie nuda ;)

    ReplyDelete
  10. O kurczę!! To dzień pełen wrażeń!! Oby jak najmniej takich ;) Pozdrawiam

    ReplyDelete
  11. Noo ładnie się porobiło.. ale dobrze, że Zosia chociaż spokojniutka była :)

    www.swiat-wg-anuli.bloog.pl

    ReplyDelete
  12. ale czad, takich dnie długo się nie zapomina:)

    ReplyDelete
  13. Wracam jeszcze raz: Nominowałam Cię do Liebster Blog! :))) Zapraszam po pytanie do mnie na blog :)

    ReplyDelete
  14. Ja tez Ciebie nominowałam:) zapraszam serdecznie do zabawy: http://fajnaferajna.wordpress.com/2012/11/15/wyroznienie-liebster-blog/

    ReplyDelete