Monday, 5 August 2013

Nigdy nie mów nigdy


Zapytała się mnie ostatnio przyjaciółka czy jestem szczęśliwsza - że ona tak czuje, że włąsnie tak jest.

Przyznam, że dużo spraw jest w rozsypce. Urodzenie się Zosi, związana z tym zmiana stylu życia, nowe wyzwania, wiele różnych trudności i ogólne zmęczenie odcisnęło swoje piętno na naszych relacjach z mężem. O wiele łatwiej o iskrę a od iskry do ognia niedaleko. Więcej też rozmyślamy o przyszłości, martwimy się finansami i zastanawiamy jak damy radę z moją nową pracą.
Troszkę wręcz walczymy o każdy metr kwadratowy wolnego czasu, każdy ciągnie go w swoją stronę, każdy chce użyć troszkę wolności i pooddychać pełną piersią, a tu tyle innych spraw do załatwienia.

Uczymy się wciąż żyć razem ze sobą w trójkę, staramy się zsuwać własny egoizm na dalszy plan.

Czuję się szczęśliwsza w kontekscie macierzyństwa. Przyznam, że ciężko było mi na początku, odczuwałam coś na kształt lekkiego dołka. Przytłoczyły mnie pierwsze miesiące z Zosią, to jak malutko czasu człowiek miał dla siebie, jak wiele uwagi dziecko potrzebowało i jak bardzo samotna w tym wszytkim byłam.

Pisałam natomiast niedawno jak mocno mój pogląd na rodzicielstwo się zaczął zmieniać w miarę rozwoju Zosi. Pokochałam współne spędzanie czasu, jestem zachwycona tym jak dobrze razem się komunikujemy, uwielbiam to jak spędzamy czas w tygodniu i nie czuję się psychicznie już tak bardzo tą zmianą życiową zmęczona.

Zaczynam rozumieć, dlaczego gdzieś około 14-15 miesiąca życia dziecka wiele matek nagle odczuwa pragnienie następnego dziecka. Gdzieś w okolicy tego właśnie wieku maluszek zaczyna odkrywać przed nami swoje prawdziwie wielkie uroki i niesamowite zdolności. Daje nieraz upust nerwom ale i uzewnętrznia niesamowitą osobowość.
Czasem i mi myśl o siostrzyczce dla Zosi zaświta. Ale jeszcze za wcześnie.
Potrzebujemy większej stabilności finansowej, chcę troszkę popracować, zobaczyć jak można pogodzić życie rodzinne z zawodowym. Sprawdzić jak bardzo Zosia polubi przebywanie z opiekunką.

Ale malutka malusieńka malutenieczka myśl gdzieś tam już kwitnie...

25 comments:

  1. kurcze, ja jakoś o tym nie myślę na razie, chociaż przyznam że presja społeczna jest, każdy pyta a kiedy następne ?

    a ja mówię nie wiem.
    bo kurcze nie wiem, po prostu jeszcze tego nie czuję, choc jestem szczęśliwą mamą

    ReplyDelete
    Replies
    1. u nas na szczescie nie ma presji, myslę że pojawienie sie Zosi na razie zaspokoiło we wszystki apetyt na dziecko:)

      Delete
  2. U nas to samo... od niedawna coraz intensywniej myślę o... siostrzyczce Baśki. Hehe, siostrzyczce, mimo że kiedyś marzyłam o synku... ale córcie są cudowne :) Tylko u nas inaczej - ja bym chciała zmienić pracę, znaleźć nową, ale dopiero po drugim dziecku... bo jak bym teraz znalazła, to o dziecku przez kilka następnych lat mogę pomarzyć.

    ReplyDelete
    Replies
    1. córki są wspaniałe, ale mówie tak tylko dlatego ze tylko z córką mam doświadczenie. Może synek byłby równie ukochany:)

      Delete
  3. oj skąd ja to znam... ja nieśmiało myślę o drugim maluszku odkąd mój skończył 3 tygodnie...

    pozdrawiam ciepło!

    ReplyDelete
  4. Aguś u nas dokładnie też tak jest że o ikrę łatwo a i pożar niestety często się pojawia:/ Co do finansów.. mega mnie wkurza, że w naszej sytuacji mąż potrafi egoistycznie puszczać co miesiąc 300zł z dymem papierosowym... we wrześniu zacznie się żłobek.. wydatki związane z małym remontem 2 pokojów, mała wyprawka dla maleństwa, itp... A On nie wiem czy sobie czy mnie mydli oczy że rzuci że damy radę... a mnie krew zalewa bo to już tak dłuuugo obiecuje i kolejne tysiaki lecą w ciągu roku... Nie przegadasz, a mogłoby być lżej.. Ehh to się wyżaliłam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie żałuj sobie:) każdy chyba ma brud za paznokciami. Nie ma idealnych rodzin, i wy mam nadzieje poukładacie sobei kwestie finansowe.

      Delete
  5. u mnie tez kwitnie juz od jakiegos czasu, ale troche sie boje.... o finanse, o przyszlosc... Wiem, ze Mikus potrzebuje rodzenstwa i zdaje sobie tez sprawe, ze zbyt dlugo z drugim dzieckiem nie ma co czekac....ale jakos boje sie troche.... tez tego, ze Miko nas caly czas mocno potrzebuje, a kolejne dziecko to mniej czasu dla Niego...

    ReplyDelete
    Replies
    1. NO właśnie, niby miłość da się obdzielić między dzieci ale jednak uwagę już nie do końca. za to MIkuś możę być w przyszłości dużym opiekuńczym braciskiem, to też duży plus przy większej różnicy wieku

      Delete
  6. a ja wiedziałam, że Emilka będzie miąła na pewno rodzeństwo i im szybciej tym lepiej.
    chwila zwątpienia była, gdy Em była malutka i dała nam popalić, jednak szybko wszystko wróciło do pierwotnych planów.
    i tak o to jest Helena.
    i jest ciężko, ale jest jak chcieliśmy.
    wiem, że będzie już tylko lżej i piękniej.

    ReplyDelete
  7. Myślę dokładnie tak jak Ty.
    To zmęczenie bierze nad wszystkim górę i zniechęca do wielu rzeczy. Jak rano budzimy się mamy trochę lepszy humor niż po całym dniu z marudzącym dzieckiem, prawda? Odpoczynek wiele daje, naprawdę wiele, ale niestety nie każdy może pozwolić sobie na chwile relaksu. Gdyby każdy miał możliwość zostawienia z kimś dziecka żeby odpocząć.. ;) Na jednym blogu przeczytałam, że rodzice pewnej dziewczyny sprzeciwiają się temu, że mąż pomaga jej w wychowywaniu dziecka, że to rola matki, a nie ojca... Nie wyobrażam sobie czegoś takiego.
    Ty Agnieszko nie mając nikogo bliskiego obok siebie musisz być przez cały dzień w gotowości na płacz, marudzenie, zrobienie obiadu, posprzątanie i wiele innych rzeczy, nie możesz powiedzieć "nie dam rady", musisz i tyle. Ale patrząc na Zosię, na Was widać tego efekty - macie piękną i zdolną córeczkę, więc nie tylko z Niej bądź dumna, ale i z siebie, za tak dobrze odwaloną pracę :)
    U nas jest to samo, czasu brak dla nas dwojga, teraz zmieniła nam się praca i tym bardziej mamy mniej czasu dla siebie. Ubolewam nad tym strasznie, ale tłumaczę sobie, że będzie lepiej. Musi być, bo nie chce żeby nasze dziecko miało wiecznie zapracowanych rodziców, bez czasu na zabawę czy wyjazdy. Brakuje mi czasu dla siebie, bo mąż jednak może sobie wyjść kiedy chce, a ja nie, bo karmię, bo Ola nie uśnie beze mnie. Brakuje mi spokojnego skorzystania z toalety, z pobycia samej ze sobą. Jedną ręką maluję oko, drugą daję zabawkę żeby zagadać i tak w kółko tysiąc rzeczy na głowie. Ktoś powie chciałaś dziecko to masz... Wkurzające to gadanie. Jestem tylko człowiekiem, nie robotem. Mam uczucia i moja cierpliwość też ma prawo się skończyć. Ehh i ja się wygadałam

    ReplyDelete
    Replies
    1. :))) rozumiem Cię. Jasne, że o ile czerpiemy z opieki nad dziećmi mnóstwo radości i motywacji to jednak nie raz czujemy się mega zciorani i zmęczeni.

      Delete
  8. Kochana, u mnie po porodzie pojawiła się taka myśl: Kevin będzie pierwszym i ostatnim naszym dzieckiem:) Wykrzyczałam to już podczas porodu. Teraz w domu kiedy się ogarniamy nie wyobrażam sobie jak dałabym radę z dwójką maluchów... chociaż bardzo chciałabym mieć drugie.


    Mam nadzieję, że będzie tak jak piszesz i za jakiś czas mój światopogląd się zmieni.

    Pozdrawiam ciepło:)

    ReplyDelete
  9. Ja od początku marzyłam o rodzeństwie dla Bułki, pewnie wyjdę na niezłą dzieciomaniaczkę ale co tam, przyznam się: pierwsze myśli tego typu zaświtały mi chyba ze 4 miesiące po porodzie. I jakoś też marzyła mi się druga dziewczynka, chociaż wszyscy konsekwentnie życzyli parki.

    Trzymam kciuki żeby, kiedy ta myśl już się u Ciebie dobrze rozrośnie, praca, finanse i inne kwestie postanowiły nie robić kłopotów i nie utrudniać życia :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Miłka!! BO Ty jeteś kobieta z żelaza i niezłomna w swoich postanowieniach:)

      Delete
  10. mną targają sprzeczne uczucia...ALE...
    moja Zosia na swoje 14 miesięcy ;) miała prezent w postaci braciszka...teraz już mamy 19 miesięcy i 5 miesięcy, też sama jestem, mąż w robocie całymi dniami!...dajemy radę, nie jest łatwo, ale tego chcieliśmy! i pomimo tego, że brakuje mi niekiedy CZASU takiego dla mnie...zarywam noce, żeby sobie coś dla siebie zrobic (bo ja to rękodzielnik hobbysta i dzień bez robótek dzień stracony ;)) to nie zamieniłabym TEGO na nic INNEGO :)
    dzieci to NAJLEPSZE co nas w życiu spotyka!!
    pomimo wszystko!!
    :)
    uściski dla Twojej Zosieńki!

    ReplyDelete
    Replies
    1. No to podziwiam Cię kochana i życzę wiele siły:)

      Delete
  11. kiedy wyjeżdżałam z sali porodowej położne i lekarze, którzy odbierali poród gratulowali mi i mówili, do zobaczenia.
    ja oczywiście z przekorą, że nigdy, a oni że tak tak, wszystkie tak mówią a pewnie i tak się spotkamy za dwa trzy lata:))

    a co do posiadania rodzeństwa uważam, że fajnie jest mieć kogoś, gdy już rodziców pewnego dnia zabraknie. że ja tam się cieszę, że mam rodzeństwo.

    ale tak jak piszesz, łatwo się mówi, a tu czasami brak finansów, możliwości i samo życie ogranicza pragnienia.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokładnie! Mnie też pożegnali mówiąc do zobaczenia:D a ja na to że już nigdy! lol

      Delete
  12. To normalne, że bywają gorsze chwile, że każdy chce mieć trochę dawnej wolności...
    To normalne, że na początku wydaje się ciężko i że ma się wrażenie, że się nie podoła. Chyba każdy tak ma. Przynajmniej ja tak miałam.
    I normalne też jest, że chce się rodzeństwa dla swojego dziecka. Bo dzieci to szczęście, radość i nieopisana miłość!

    ReplyDelete
  13. Ja też marzę o siostrzyczce dla Martynki, marzę o tym od wielu już miesięcy, ale kurcze tak trudno się zdecydować na dobry moment... ;)

    ReplyDelete
  14. OJ tak wiele jest kryzysów w małżeństwie gdy na swiecie pojawi się ta mała osóbka, nieraz my kobiety mamy wobec siebie za duże wymagania za wysoko stawiamy sobie poprzeczkę, i przy urodzeniu niestety nikt nie dal nam instrukcji obsługi do naszego małego skarbu więc kryzysy i frustracje murowane, ale sama widzę po swojej córci, że z każdym miesiącem jest lepiej, coraz większy kontakt z Tym małym człowiekiem można nawiązać i porozmawiać :) Mi również nieraz przechodzi myśl o braciszku lub siostrzyczce dla Mojej Tati :)
    Buziaki

    ReplyDelete
  15. My pokonaliśmy najgorszy kryzys... czuje się teraz mocniejsza a w związku sama nie wiem mąż jest zbyt krotko w domu by coś odczuwać...

    ReplyDelete
  16. Mnie od myśli o następnym dziecku odstręczają nerwy, jakie miałam w pierwszej ciąży. Naprawdę się boję, że za drugim razem możemy nie mieć tyle szczęścia. Bo co wtedy, osierocę malutką córkę? Jak urodzę drugie dziecko (które przypadkiem przeżyje), a ja pójdę do piachu, to kto się nimi zajmie? Ta myśl mnie prześladuje od miesięcy, dlatego podjęłam decyzję, że mała zostanie jedynaczką (ale wiadomo, różnie bywa, przeca jak zajdę w ciążę, to dziecka się nie pozbędę). Czasami mi żal, że mała nie będzie miała rodzeństwa, widzę jak pięknie bawi się małą lalką-niemowlaczkiem w wózku dla lal i sobie myślę, że może ona będzie mieć więcej szczęścia i uda jej się urodzić bez strachu więcej dzieci...

    ReplyDelete