Tuesday, 14 August 2012

Znow zwiedzamy


Dzis jezdzenia i zwiedzania czesc dalsza. Wciaz goscimy moich tesciow u nas i postanowilismy pojechac do Birmingham (1,5godz drogi) odwiedzic moje miejsce pracy (do ktorego niestety juz nie wroce) i wszystkie kolezanki. Mialam takie mile przywitanie, az sie lezka zakrecila. Oczywiscie Zosia byla atrakcja nr1, tyle osob chcialo biedaczke brac na rece, dotykac i zabawiac, ze w koncu zaprotestowala glosnym placzem i mama musiala na raczki i uspakajac:). Milo bylo zobaczyc stare katy, ale nie tesknie za nimi tak bardzo jak myslalam ze bede. Teraz dziecko jest jednak calym naszym swiatem i na dosyc dlugo pewnie tak zostanie.
Dalej wracajac do auta postanowilismy rozszerzyc wyprawe o Stratford-upon-Avon, miasto
urodzenia Szekspira. Pogoda dopisala, mielismy bardzo mily dzien. Wbrew moim obawom co do reakcji Zosi na wszystko, mala byla grzeczna i wiekszosc wyprawy przespala w chuscie.



Za to dalej walcze z jej niejedzeniem w dzien, zwykle zje tylko troszke i potem juz placze ze nie chce. Jedynie biore sie czasem za sposob i jak naprawde mocno przysnie w chuscie to wtedy jej daje butelke i potrafi nawet duzo zjesc, ale martwi mnie ze tak swaidomie nie wola o jedzenie i nie daje oznak glodu. Za to mam wrazenie ze w nocy nadrabia... ostatniej nocy pierwszy raz od wielu tygodni chciala jesc dwa razy w nocy i jeszcze raz nad ranem. Na szczescie potem zasypia szybko sama, ale mimo wszystko nie chcialabym zeby zamieniala dzien z noca nagle. Gdzies cicho mysle ze to moze skok rozwojowy, bo spi tez duzo w dzien i jest nieco rozdrazniona jezeli nie pozwoli sie jej zasnac, tak jakby regenerowala swoje rosnace cialko i rozwijajacy sie umysl. Poza tym jest usmiechnieta i duzo gaworzy wiec raczej wykluczam wszelkie dolegliwosci. Za to zaczela ladowac do buzi cale swoje piastki i paluszki i gmera nimi w buzi. Nawet zaczelam sie zastanawiac czy to nie poczatek zabkowania, ale nic na dziaselkach nie potrafie wyczuc. Bialy nalot w buzi dalej jest, smaruje specyfikiem od lekarza i zobaczymy....  Ach takie to jest zycie, kiedy juz myslalam ze mamy taki piekny plan dnia i obie wiemy co i jak i kiedy to nagle znow obrot o 180stopni:D


7 comments:

  1. Podróże to fajna rzecz

    ReplyDelete
  2. super wycieczka, co do jedzenia,Antek też czasami nadrabia w nocy, dlatego nie mam zamiaru rezygnować z mocnego karmienia jak mi to co po niektórzy "doradzają" żeby noc była przespana... w dzień czasami jada jak ptaszek ledwie co, a w nocy nawet i 240ml potrafi wsunąć (oczywiście w 2lub3 "ratach" )

    ReplyDelete
  3. Jak wy macie dobrze że to dziecko takie spokojne z moim zwiedzanie czegokolwiek kończy się po godzinie;)

    ReplyDelete
  4. Pogratulować udanej wyprawy :)

    ReplyDelete
  5. Ale fajny wypad :) Czekam tylko aż Anielka trochę podrośnie i my również ruszymy w świat :)

    ReplyDelete
  6. Dzieciaczki często przestawiają się z jedzeniem. Osinek też tak miał. Super, że wycieczka się udała:)

    ReplyDelete
  7. zapraszam do zabawy VERSATILE BLOGGER-SZCZEGÓŁY U MNIE NA BLOGU

    ReplyDelete