Tuesday, 22 January 2013

O usypianiu


Wiem, że temat niejednokrotnie poruszany przez blogujące mamy, ale każda chce wiedzieć jak inne sobie radzą z tym czy innym zagadnieniem.

Ja piszę ku pamięci jeżeli potomstwo nam się kiedykolwiek powiększy.

Pisałam już o otulaczu i o naszych problemach z zasypianiem i spaniem wdzień na początku życia Zosi. Pisałam niejednokrotnie o naszym planie dnia i o ilości drzemek oraz spaniu w nocy. Ale w sumie nie poświęciłam posta na temat usypiania Zosi.
Bo teoretycznie usypiania nie ma... nie ma już gdzieś od jej 2 miesiąca życia. Od kiedy uparłam się usilnie, aby porzucić koszyk mojżesza (zaczęłam w niego wątpić już po paru tygodniach) i ustawić łóżeczko Zosi u nas aby konsekwentnie w nim już ją kłaść do spania. I tak zaczął się długi proces, który do dziś wciąż ewoluuje bo przecież i nasze dziecko ciągle się zmienia. Wtedy w sumie porzuciliśmy usypianie bąbla na rękach czy kolanach i uczyliśmy zasypiania w łóżeczku. Wspaniale nam w tym pomogło otulanie, które szybciej uspakajało małą. Do tego oczywiście długo nierozłączny przyjaciel smoczek.
 Ale od początku uczyliśmy, że zasypia się właśnie w tym jednym miejscu i wcale do tego procesu nie potrzeba nas. Dlatego dłuuugimi tygodniami po nakarmieniu i odłożeniu Zosi do łóżeczka wieczorem po prostu siadaliśmy za jej główką aby nas nie widziała i czekaliśmy aż zaśnie. Co chwile podając smoczek bo były to czasy kiedy smoczek non stop wypadał a dziecko na skutek tego non stop się przebudzało przy usypianiu... i tak siedzieliśmy czasem 30min a czasem i 2 godz, ale nie poddawaliśmy się. Skutek był taki, że po paru tygodniach, gdy wredny smoczek już z buzi nie wypadał co chwilę, mieliśmy luksus odłożenia dziecka do spania, podania smoczka, pieluchy przy twarzyczce (kolejna obowiązkowa rzecz!!) i mogliśmy wyjść i rozkoszować się resztką dnia.
 Z czasem niestety spotkaliśmy się z nowym problemem - wybudzeń w nocy i to częstych. I nie takich kiedy dziecko jest głodne, tylko takich kiedy dziecko chciało aby podać jej smoczka do zaśnięcia.... i znów szybka decyzja i odstawiliśmy smoczka. I o dziwo w ten właśnie wieczór kiedy to mąż kładł spać (zawsze gdy wprowadzaliśmy nowości mąż kładł małą spać - ja bym nerwowo nie wytrzymała takiej presji:D) i położył jak zwykle Zośke spać ale bez uwzględnienia smoczka, mała wtuliła główkę w pieluche i beztrosko zasnęła.
 No i wtedy już było z górki, mniej pobudek w nocy aż zeszły praktycznie do zera, wyspane dziecko, wyspani my. Idąc za ciosem podobny system (wzbogacony tylko o parominutowe wyciszanie) wprowadziłam w dzień i znów wspaniały efekt. Zośka zaczęła sypiać w dzień więcej niz godzinę, uregulowała sobie drzemki i budziła się z uśmiechem. Do dziś stajemy przed różnymi wieczorno/nocnymi problemami. Wyzwaniem był wyjazd na święta, potem mała choroba Zoski, tearz znów kolejna choroba.

Wyznaję zasadę, że w miejscach obcych oraz przy złym samopoczuciu nie patrzymy na sposób uśpienia malej w nocy przy pobudce. Cokolwiek skutkuje to praktykujemy. Ale gdy tylko kryzys zostanie zarzegnany wracamy do starych zasad, nawet kosztem histerii dziecka. Wiem, że to straszne, ale histeria zawsze jest minimalna i w ciągu dnia dwóch wsztyko jest po staremu. Gdbyśmy zmiękli zupełnie, histerii długimi tygodniami nie byłoby końca. A ja lubię patrzeć, gdy mała łapie swojego misia przytulankę, obraca się na boczek, posapuje szczęśliwa i zasypia. I uwielbiam patrzeć jak sobie podróżuje po swoim nocnym królestwie w poszukiwaniu wygodnych pozycji i wtula się w milion kocyków jakie jej wrzuciłam do łóżeczka (tak na wszelki wypadek gdyby te pierwsze trzy się gdzies zapodziały:D).
Ot lubię gdy każdy z nas ma swoje miejsce i budzimy się wyspani.

I nie mam nierealnych wymagań odnośnie zasypiania czy w dzień czy wieczorem. Już od kiedy dziecko nam zrobiło się aktywne i zaczęło się na swój sposób przemieszczać, zrozumieliśmy, że nie będzie jak dawniej gdy w sekunde po nakarmieniu już spało wieczorem. Nieraz odłożona po karmieniu Zosia nasza gada do siebie, śpiewa, bawi się przytulanką. Nie ingerujemy, nie wchodzimy, nie łapiemy i próbujemy na siłę zmusic do zamknięcia oczu. To tak jakby czytającemu przed snem człowiekowi zamknąć książkę i kazać od razu zasnąć.... dlaczego zabraniać mu tego wyciszania przed snem. Nie próbujemy na siłę usypiać, bo to nauczy jej, że jej własny system usypiania się jest zły i że potrzebuje do tego procesu nas i bez nas sobie nie poradzi. I potem prosta droga do dwugodzinnego wieczornego usypiania dziecka, które ma w nosie to, że włąsnie jest 21 i takie maluchy juz dawno powinny słodko chrapać. Nieodmiennie zawsze po parunastu minutach gdy cichutko uchylam drzwi Zosieńka posapuje przez sen aż miło.

A do czytania bajek przed snem już nie mogę się doczekać, ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie ten etap.

30 comments:

  1. Ehh żeby tak wszystkie Kruszynki chciały słodko spać ;) Dzielna Zocha! Dzielni rodzice !

    ReplyDelete
  2. Jak ja pamiętam Wasze trudny na początku... jak los Wam to ślicznie wynagrodził :) U nas można powiedzieć, było wręcz odwrotnie. Lila gdy miała 2 miesiące przesypiała całe nocki, zasypiała sama.. Choć problemem też był wypadający smoczek..
    Teraz niestety się budzi, przez ostatni tydzień baaardzo często się budzi w nocy. Ale 'odstawienia' jej smoczka sobie nie wyobrażam, Wam na prawdę poszło to od tak ? Żadnych rad w związku z tym ? :D

    "Ot lubię gdy każdy z nas ma swoje miejsce i budzimy się wyspani." - boskie zdanie ;) jakaż dziś byłam zawiedziona w nocy, gdy to brałam Lilę do mojego łóżka, bo już nie miałam sił do niej wstawać po raz 15 . Mam nadzieję, że to wina ząbków i że jak najszybciej to minie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. kochana nie bądz zawiedziona. tez mamy nocki gdy na rzęsach stajemy bo nie wiadomo jak pomóc malej, dopóki to wina czegos odgórnego (choroba, ząbki, głód) to warto od razu pomóc w jakikolwiek sposób. Jestescie wspaniałymi rodzicami dając małej bliskośc gdy jej potrzebuje.
      Natomiast ze smoczkiem tak włąsnie poszło. Ot tak.... sama szczypałam się milion razy w rękę bo nie wierzyłam. Ale to chyba tak jest u dzieci które same zasypiały długi czas, bo tobie sie wydaje ze to dzięki smoczkowi, ale wpływ ma tez miliard innych czynników (to samo miejsce, ten sam kocyk w który się wtula, ta sama kołysanka/melodia do snu, to samo światło itd itd) i te puzle ułożone w całość nie rozpadną się pozbawione tylko jednego puzla...

      Delete
  3. U nas ma 13 msc ale bez skoczka nie zasnie .. ale w sumie hak już usnue to go wypluwa i resztę nocy jest już bez niego .. nie wspominam że odkąd skończył miesiąc spi całą noc bez ani jednej pobudki :) z usypianiem było ciężko czasem tak jak piszesz przy chorobie itp bo wtedy to nawet w wózku wozilismy o 1 w nocy by spał ale na co dzień dostaje butle i chwilę przytulamy sie potem odkladam do lozeczka, dzidzia chwilę leży i oczka sie zamyklaja .. smok wypadnie przykrywam kolderka i wychodzę z jego pokoju :) no właśnie bo nasz bobas od urodzenia spi u siebie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zosia od niedawna śpi już u siebie. Wiesz to super, widać, że u Was smoczek się sprawdził. Czytałam kiedyś ze tylko jakis tam procent maluchów baaardzo przywiązuje się do niego, do tego stopnia, że po nocach bez niego spać nie potrafią. mysmy taki problem mieli i musielismy stawić mu czoła

      Delete
  4. Podoba mi się Twoje podejście - do usypiania, do córeczki, do życia w ogóle :) Mądra, fajna babka jesteś :)

    My też od początku stycznia przenieśliśmy Zosie do swojego łóżeczka i uczymy samodzielnego zasypiania. Pomaga nam w tym smoczek, który również często wypluwa i trzeba spędzić przy jej łóżeczku czasem nawet godzinę. Nie przeszkadza nam to jednak, bo taki układ (Zosia w łóżeczku, my sami) służy nam wszystkim. :)
    Musimy jednak nauczyć się usypiania w ciągu dnia i wprowadzenia rytmu dnia :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. dziękuję za Twoje słowa. mielismy identyczne początki, jakei opisujesz. POczątkowo siedzieliśmy tak aby mała nas widziała i podawaliśmy smoczek, a potem zaczelismy sie coraz bardziej oddalać od łóżeczka az w końcu siedzieliśmy poza zasięgiem jej wzroku. W tym wieku ręka która podaje smoczek nie jest jeszcze kojarzona z postacią rodzica:) więc jakby zadanie ułatwione.... za meisiąc dwa już bedzie za późno. Spryciule małe wiedzą, że stoisz za nimi i zaczną domagać się obecności rodzica.

      Delete
  5. Mądrze powiedziane z tym usypianiem na siłę.
    Wezmę to pod uwagę:)
    Zawsze staram się usypiać córkę przy karmieniu.

    Ja na początku spałam razem z małą - tak było wygodnie karmić.
    W drugim miesiącu życia zaczęła jeść jeden raz w nocy, więc karmiłam ją na naszym łóżku i potem przenosiłam do jej łóżeczka. W dobrym okresie spała od 20 do 4,5 rano.
    Smoczek odrzuciła od kiedy odkryła swoje rączki.
    Teraz ma niecałe 4 miesiące i też karmię ją, a potem przenoszę, ale zaczęła budzić się po 2 razy w nocy na jedzenie i często po takim karmieniu nie chce spać (wierci się, gada i pada po następnym podaniu piersi)...
    Czytałam, że taki problem ze snem jest między 4, a 6 miesiącem życia.

    ReplyDelete
    Replies
    1. A to fakt, tez mieliśmy jakby 'cofnięcie w postępach' w tym okresie, ale byl to tez okres kiedy nagminnie smoczka uzywalismy w nocy i gdy ok 5 miesiaca zrezygnowalismy z niego problem pobódek zniknął. pozdrawiam!!

      Delete
  6. My testujemy nowe metody. Z różnym skutkiem...

    ReplyDelete
  7. Czemu kosz mojżesza się nie sprawdził? :) my obecnie mamy tylko to i tak myślę, że na jakieś 3 miesiące nam wystarczy.

    A usypiania się już nie mogę doczekać. Moja Dzidzia skacze tylko w brzuchu i chyba zaczyna jej się nudzić bo tak się rozciąga że aż mnie żebra porządnie bolą ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tzn kosz się owszem sprawdził ale tylko w pierwszych 3 - 4 tygodniach, potem po prostu widziałam, że usypianie przy hałasie i gdziekolwiek nie służy Zosi, wybudzała się nieraz z płaczem i chyba potrzebowała swojego miejsca. Ale są i tacy którzy używają tego kosza na stałe wj ednym pomieszczeniu. Ja jednak uznałam, że skro będzie spała w jednym pokoju to równie dobrze może uczyć się od małego spania w łóżeczku. I byla to jedna z lepszych decyzji. Koleżanka moja tak kładłą do kosza spać swoją córeczkę do 3 miesiąca. Przesypiała jej całe nocki, było pięknie, a jak z niego wyrosła to już niestety była w wieku keidy zdołała się do tego kosza przyzwyczaić i w łóżeczku do tearz jest cyrk (ma 9 miesięcy) i od tej pory jeszcze ani jednej nocki nie przespała całej jak wtedy gdy była malutka. Ale to kwestia indywidualna dziecka. Byłam osobiście zachwycona koszem przez pierwszych pare tygodni, mogliśmy dziecko brać ze sobą do każego pomieszczenia, taki maluszek uroczo wyglądał i bardzo bezpiecznie w koszu. Kupie znów gdybysmy mieli następne dziecko, ale głównie dlatego ze w UK używany taki kjosz moge dosłownie za pare groszy kupić, ale nie kupowałabym gdybym miała płacić pełną cenę, nie opłaca się na taki krótki okres i niestety dziecko nie raz ma problemy z prezstawieniem się z kosza do łóżeczka.

      Delete
  8. Ale fajnie! Moja Baśka drze się w niebogłosy odłożona sama do łóżeczka... :( i nie pomaga głaskanie, śpiewanie, masowanie... zasypia tylko przytulona do mamy lub taty... :/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiesz wszystko stopniowo, nic na siłę. Polecam użycie czegos co dziecko zacznie kojarzyc z usypianiem. Przytulanki, kocyka, pieluchy obojętne. I jak bedziecie usypiac na rekach, to uzywaj tego za kazdym razem, czy podkładaj pod główkę, czy daj dziecku do trzymania, czy po prostu połóż sobie na ramieniu. I z czasem gwarantuję, że powolutku odkładana Basia do łóżeczka z tym właśnie przedmiotem zacznie czuć się o wiele bezpieczniejsza i w końcu zaczai o co chodzi.

      Delete
  9. ważna jest konsekwencja, w usypianiu i każdym aspekcie wychowawczym.
    z powodu własnej głupoty E miała problemy z zaśnięcie, dobre 10 miesięcy zasypiała sama, w łóżeczku, nie było problemów ze snem.
    teraz już to wiem z perspektywy czasu i nie będę popełniać tych samych błędów.
    narazie nie planuję żądnych wyjazdów,. żeby na dobre w domu senne nawyki weszły nam w krew, zobaczymy jak się to sprawdzi na wyjeździe.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Właśnie Twój post mnie zainspirował, bo podoba mi się, gdy rodzice wiedzą czego chcą i potrafią to egzekwować. Wiadomo ze taki maluszek nic nie rozumie i nie robi nic na złość, ale celem rodzica jest właśnie wskazanie tej właściwej drogi. I tu określenie 'właściwa droga' będzie miało różnorodne znaczenie w każdej rodzinie. Dla jednych będzie to spanie razem, dla innych spanie w swoich łóżkach oddzielnie a dla innych jeszcze inne rozwiązanie. Tylko nie preferuję metody 'na wypłakanie' kiedy nagle z jednej sytuacji probujemy wskoczyć w zupełnie nową sytuacje. Myślę, żę dziecko potrzebuje stopniowego wprowadzania. Bez płaczu nieraz trudno, ale my staramy sie go ograniczać do minimum. Cieszę się, że Wam się udało!

      Delete
  10. U nas od zawsze były wszystkie chwyty dozwolone, chyba dlatego mała nauczyła się zasypiać bez traumy, aczkolwiek do niedawna u mnie tylko na rękach. Wszystkim usypiała w wózku, ja byłam od noszenia i śpiewania, koniec. Wreszcie i tego pomału ją oduczam (obywa się bez płaczu, bo duża jest - prawie 6 miesięcy). O samodzielnym zasypianiu w łóżeczku jeszcze nie ma mowy, tylko wózek i to lekko bujany, ale to i tak spory postęp. Trafiło mi się dziecko-anioł, ale naręczne. Smoczek must-be pewnie na długo. Ale to już nie mój problem, Kluska śpi w nocy z tatą i to on bawi się w podawanie smoczka, gdy wyleci. Kupiłam sobie nareszcie książkę Hogg, chcę poczytać, bo za dużo hejtu w sieci, a ja nie lubie dyskutować o czymś, czego nie czytałam. Myślę, że Twoje metody są bliskie amerykańskim, tzn. dziecko można wielu rzeczy nauczyć, a to że nie leży nam cały dzień na brzuchu nie oznacza, że jest krzywdzone. Oczywiście co innego noworodek, ale starsze dzieci spokojnie same śpią, jeśli się je uczy stopniowo poczucia bezpieczeństwa z większej odległości. Sprawdza się np. pielucha tetrowa w zasięgu łapek i głowy, mała się do niej przytula i czuje się bezpiecznie. Swoje i tak odrobię, bo w ciągu dnia i tak trzeba ją ponosić i pokazać świat, ale jest dużo łatwiej, a dziecko radosne i zadowolone. Dla mnie to koronny argument za tym, by nie dać się zwariować "rodzicielstwu bliskości". Bliskość tak, ale nie oznacza to, że dziecko musi być przy mamie 99% doby.

    ReplyDelete
    Replies
    1. TAk mamy taki kocyk-przytulanke, z którym Zosia zaczęła utożsamiać sen. I każde podanie jej tej przytulanki skutkuje wyciszeniem i gotowością na położenie spać.
      Natomiast nie zastanawiałam się nad swoimi metodami, do czego są podobne i skąd pochodzą. Pochodzą z głębi serca, bo inaczej sobie życia nie wyobrażam, a gdy problem się pojawia, staram się podpierając się literatura znaleźć nasze własne rozwiązanie. Z ogromną pomocą męża, bez jego wsparcia nic bysmy nie osiągneli.
      Też myślę, że bliskość tak, przytulanie i wspólne zabawy, ile tylko dusza pragnie. Ale w nocy ja lubię jak każdy ma własną przestrzeń i w niej sam sobie rządzi:)

      Delete
  11. Ze smoczkiem jest łatwiej, ale i bez niego dobrze :) u nas właśnie pierś jest tym smoczkiem, bo przecież to smoczek został zrobiony na podobieństwo piersi i tak się usypiamy :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Też fajnie:) pewnie gdybym karmiła piersią byłoby podobnie!

      Delete
  12. To zasypianie wygląda podobnie jak u mojej aktualnej Podopiecznej. Tyle, że obowiązkowo musi być smok, a my (ja/rodzice) stajemy w drzwiach pokoiku za głową - bo Mała dobrze wie, że tam jesteśmy i kombinuje, jakby nas dostrzec :P
    Tyle, że u nas jest płacz (ok.30min+-) przed zaśnięciem. Smoczek czasem wypada, a czasem to Mała wyjmuje go z buzi :)
    A zamiast pieluszki mamy pieluszko-misia :)

    www.swiat-wg-anuli.bloog.pl

    ReplyDelete
  13. Ja niestety nie mam jeszcze doświadczenia więc nie pomogę.

    Zapraszam po wyróżnienie na moim blogu

    ReplyDelete
  14. Wiele się naczytałam o pieluszce, aby położyć koło główki dziecka, nawet moja mama mi sugerowała, ale jakoś zapominałam. A dzisiaj po przeczytaniu Twojego posta położyłam tą pieluszkę i o dziwo moje dziecko przespało caałe 1,5 godziny, co nie zdarza się prawie nigdy, cuda jakieś czy co??:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja tez nie wiem dlaczego ale działało u nas magicznie:), teraz daje Zosi kocyk przytulanke i ona sobie sama to układa tak jak chce

      Delete
  15. moje dziecię jak na razie zasypia samo w łóżeczku czasami na rękach ale mamy problem bo często przed spaniem okropnie płacze i nie wiem dlaczego Jak był mąż wkładał go do nosidła samochodowego i bujał co powodowało momentalne uśnięcie ja niestety tego nie robię bo po prostu nie mam sil by bujać go więc często zasypia ze mną lub sam na łóżko a co czytania to już możesz czytać spokojnie ja czytałam od samego początku i jednemu i drugiemu
    A i Mati jak była malutki szybko zasypiał kiedy mu śpiewałam jedna piosenkę to się cudnie uspokajał

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ją próbuje w dzień czytać, ale każda trzymana w ręku książka jest wyszarpywana i gryziona. Zosie by to przed snem stymulowalo zamiast wyciszac.

      Delete
  16. ja zaś uwielbiam, gdy Antoś usypia przytulony do cycusia i te wieczorne chwile, pełne bliskości cenię sobie bardzo :) nie ma to, jak instynkt macierzyński, on zastąpi każdy, nawet najlepszy poradnik "literaturę".

    ReplyDelete
  17. U nas nadal po zaśnięciu o 20 Młody się wybudza po godzinie, dwóch i do północy szaleje :(

    ReplyDelete
    Replies
    1. O kurcze, to macie rece pełne roboty wieczorami!

      Delete